Każdy sklep walczy z odwiecznym problemem kradzieży produktów. Może się zdawać, że dotyka to wyłącznie sklepy z rzeczami drogocennymi – biżuterią, markowymi ubraniami lub sprzętem elektronicznym. Nic bardziej mylnego. Oczywiście takie kradzieże mają miejsce w każdej sekundzie, jednak przyćmiewają drugi problem – podjadanie jedzenia, zwłaszcza w supermarketach. Wbrew pozorom to mniejsze zło jest jeszcze bardziej uciążliwe niż kradzież rzeczy ekskluzywnych. Te drugie wyposażane są w specjalne zabezpieczenia utrudniające „wynoszenie” ich ze sklepu, rozmaite płytki ukryte w kieszeniach spodni lub nawet komputerach, klipsy na ubraniach i tym podobne rzeczy. Wszystko ma służyć temu, by ochrona przy przejściu przez znane wszystkim pikające bramki mogła zatrzymać złodzieja. Jest to w miarę skuteczne, ale wprawieni złodzieje poradzą sobie ze wszystkim! Prawie ze wszystkim- to jakby bitwa między sprytem a cwaniactwem. Producenci postanowili zabezpieczać swoje produkty już przy ich produkcji, np. montując wspomniane płytki w środku podeszwy buta. W każdym razie dobrze wiemy, że kradzieże były i będą obecne. Jak już zostało wspomniane, innym rodzajem kradzieży jest podjadanie produktów ze sklepu. Jest to oczywiście dużo bardziej możliwe w hipermarketach. Nie musimy wynosić cukierków- możemy zjeść je na miejscu i liczyć na to, że umknęło to kamerze. Podobnie sprawa ma się z napojami, owocami, a nawet alkoholem (!). Można walczyć z taką nieuczciwością, ale gdyby chcieć zapanować nad każdym podjadającym klientem, odwróciłoby to uwagę od sprawy dużo bardziej kosztownej. Przynajmniej na pozór- po przeliczeniu okazuje się, że w ciągu miesiąca sklepy tracą mnóstwo pieniędzy na samym „częstowaniu” się orzeszkami… i choć jest to bardziej ludzkie niż próby kradzieży laptopów pod kurtką, również nie jest uczciwe- wystarczy wyobrazić sobie, że każdy klient zabiera sobie jedną rzecz.. Czyż półki sklepowe nie świeciłyby pustkami?